W Muszynie najłatwiej zaparkować jest na rynku, gdzie znajduje się dość duży parking (płatny ale tak bywa). Z parkingu kierujemy się na południe drogą w kierunku Leluchowa i Piwnicznej. Gdzieś po drodze trzeba przejść przez tory i dochodzimy do charakterystycznego miejsca, gdzie po lewej stronie drogi jest rzeka a po prawej zbocze wzniesienia, na którym znajdują się ruiny zamku. W tym miejscu można się spodziewać nagłego ataku pana uzbrojonego w bryczkę, którą koniecznie będzie chciał nas przewieźć. Nawet gdyby jego zachęty dla kogoś miały okazać się kuszące to i tak nie jest w stanie dowieźć nas na miejsce ani nawet podwieźć bo zaraz schodzimy z drogi. Trudno będzie trzeba jakoś przeżyć fakt, że pan będzie na nas śmiertelnie obrażony za nie skorzystanie z jego usług.
Po chwili dochodzimy do skrzyżowania, na którym spotkamy całkiem sporą figurę wiewiórki.
Na tym skrzyżowaniu skręcamy w prawo i właściwie od razu schodzimy z drogi w wąską ale wygodną ścieżynkę prowadzącą w las dość stromo w górę (są oznaczenia). Kilka minut trzeba podejść w górę po całkiem ładnym lesie czy też bardziej parku. W wątpliwych momentach należy kierować się w górę a z trafieniem nie będzie problemu – ruiny zamku są w najwyższym punkcie wzniesienia.
Opis zamku niestety będzie dość krytyczny jeżeli traktować go wyłącznie w kategoriach atrakcyjności turystycznej. Oglądając ruiny trudno jest nawet ocenić jaka budowla w tym miejscu stała. Z zamku pozostały fragmenty murów w większości sprowadzone do fundamentów. Ostały się jedynie bardzo niewielkie fragmenty stropów (właściwie przejścia w murach) na najniższym poziomie. Jako ciekawostkę bardzo wyraźnie można zobaczyć w tym miejscu użycie naturalnych wychodni skalnych jako fragmentów fundamentów a nawet ścian i ich łączenie z murami zbudowanymi przez człowieka.
Podobnie jak w przypadku ruin zamku w Rytrze doskonałym dopełnieniem miejsca, w którym się znajdujemy jest piękna panorama Muszyny, okolicznych wzgórz i – chociaż zabrzmi to żartobliwie – torów kolejowych zbiegających się w kształt litery Y. Szczególnie ciekawie to wygląda, gdy równocześnie pociąg przejeżdża po obydwu ramionach „igreka”. Nie wiem czy często zdarzają się takie sytuacje ale bez dobierania czasu miałem okazję zobaczyć.
Bez emocji i napalania się można – będąc w pobliżu – udać się na niezbyt długi spacer celem podziwiania krajobrazu i przy okazji zobaczenia pozostałości dawnego zamku.
Mofeta imienia Profesora Henryka Świdzińskiego