Długo zastanawiałem się czy opis tego miejsca ma znaleźć się tutaj. Nie jest to bowiem miejsce, które można polecić do zwiedzania. Powiem więcej – zwiedzanie Cementowni Grodziec może być skomplikowanym sposobem na popełnienie samobójstwa. Poważnie! Dlatego też nikogo nie zachęcam do zwiedzania a jedynie pragnę zwrócić uwagę, że w naszym krajobrazie istnieją miejsca, o których mało kto wie, a jednocześnie będące niemym świadectwem niedawnej siły polskiego przemysłu.
Z tego też powodu nie podaję opisu dojazdu ani innych danych ułatwiających lokalizację. Wiem, że każdy, kto będzie chciał tam trafić i posiada minimum inteligencji to i tak trafi. Całej reszcie dziękujemy.
Jeszcze raz pragnę ostrzec potencjalnych „turystów”. Zwiedzanie tego miejsca jest niebezpieczne – może nawet grozić śmiercią, o czym zresztą informują, na każdym kroku, tabliczki.
Paradoksalnie muszę zauważyć, że dostęp do ruin jest zupełnie swobodny. Na drodze nie staje nam nawet żadna resztka płotu. Generalnie – jak sama nazwa wskazuje – jest to stara opuszczona cementownia, której obecna postać idealnie nadawałaby się na tło horroru lub finałowej sceny mrocznego kryminału. Po całym terenie można poruszać się swobodnie (dopóki jakiś kawał muru nas nie przygniecie).
Cementownia została uruchomiona w roku 1857. Na uwagę zasługuje fakt, iż był to pierwszy zakład tego typu na ziemiach polskich (ówczesny zabór rosyjski) i piąty na świecie.
Zakład funkcjonował do końca lat 70 ubiegłego stulecia, kiedy to, na wskutek wyeksploatowania złóż znajdujących się pod nim i powstałych przez to szkód górniczych, nastąpiły nieodwracalne szkody w budynkach cementowni. Fabryka została zamknięta 31 lipca 1979 roku. Od tego czasu popada w ruinę.