Najkrócej rzecz ujmując dojechać do miejscowości Kowary a następnie kierować się za drogowskazami. Kopalnia uranu znajduje się w pewnej odległości od miasteczka, jednakże dojazd jest dobrze oznaczony.
Na miejscu trochę mniej przyjemnie, ponieważ pod samą kopalnię mogą podjechać jedynie goście, znajdującego się tam, ośrodka. Dla osoby nie znającej miejscowych zwyczajów, niezbyt miłym zaskoczeniem jest jest nagły atak „babci parkingowej” (zanim się dobrze jeszcze zdążymy zorientować gdzie jesteśmy i czy na pewno dojechaliśmy do celu), która bezlitośnie przeprowadzi procedurę windykacyjną opłaty za parking (niemałej), oraz głosem nieznoszącym sprzeciwu, wskaże miejsce do parkowania. W skrajnych przypadkach występuje jeszcze konieczność wysłuchania jak to strasznie źle jej jest.
Po pierwszych nieprzyjemnościach jest już lepiej ale powoli. Do kopalni trzeba podejść stromo pod górę – niezbyt daleko ale jest to też takie nie za fajne zaskoczenie gdyż z mapy wynika, że można dojechać na miejsce. Nieistotne – jak już się jest o tym uprzedzony to nie jest źle. Po kilkunastu minutach spaceru docieramy do kopalni.
Jest to tak zwany system sztolni poszukiwawczych, w których nie wydobywano uranu – żyły rudy uranowej były zbyt małe. Z tego też powodu zwiedzanie jej jest całkowicie bezpieczne – to tak w ramach uspokojenia niektórych osób. Jednakże – jak się można dowiedzieć od przewodnika – w okolicy są też szyby do których lepiej nie wchodzić (chyba, że się nie ma planów na przyszłość).
Uran wydobywano w tym miejscu najpierw na potrzeby trzeciej rzeszy a następnie związku radzieckiego. Tak – właśnie z Polskiego uranu zbudowano radziecką bombę atomową.
Zwiedzanie przede wszystkim rekompensuje wszystkie dotychczasowe niedogodności. Oprócz zapoznania się z budową kopalni i stosowanym w niej sprzętem wydobywczym, widzimy także skarby otaczających nas gór, inhalatornię radonową z lat osiemdziesiątych, która nie wytrzymała próby czasu oraz wytwórnię nalewki walońskiej. Można także się dowiedzieć co to jest lutnia i dlaczego tak się nazywa.
Tyle z mniej poważnych rzeczy natomiast z bardziej poważnych warto warto i jeszcze raz warto słuchać przewodnika. Można się dowiedzieć czegoś ciekawego na temat otaczającego nas świata i wolności słowa w XXI wieku. Pozwolę sobie przytoczyć historię przez przewodnika opowiedzianą.
Poznawanie kopalni to nie tylko odkrywanie nowych chodników ale też porównywanie ich z zachowanymi planami i mapami. Według jednego z takich planów między dwoma chodnikami była ściana. I wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że z pomiarów kopalni wynikało, że ta ściana ma grubość kilkunastu metrów co nijak nie wynikało z planu. Ponieważ myśl ta nie dawała spokoju to zrobiono najprostszą rzecz mogącą doprowadzić do wyjaśnienia zagadki – spróbowano rozwalić ścianę. Jak się łatwo domyślić odnaleziono ukryte pomieszczenie a w nim... wspomnianą walizeczkę.
Najbardziej interesujące w tym wszystkim było jednak to, że w środku znajdowały się – nieźle zachowane – radzieckie dokumenty z klauzulą ściśle tajne. Chciano być w porządku więc w otwarciu uczestniczył człowiek z archiwum państwowego we Wrocławiu. Gdy jego oczom ukazał się radziecki napis „ściśle tajne”, zawartość walizeczki została natychmiast skonfiskowana i tyle je widziano. Kopalnia – w ramach znaleźnego – otrzymała pustą walizeczkę.
Mimo drobnego zniesmaczenia na początku kopalnię zdecydowanie warto zwiedzić. Jest to nie tylko kawał naszej najnowszej historii ale także zwyczajnie po ludzku bardzo interesujące miejsce. Bilet warto zachować gdyż upoważnia on do zniżki przy wstępie do Parku miniatur zabytków Dolnego Śląska, który również warto przy okazji zwiedzić.
Leśna Huta w Szklarskiej Porębie
Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska w Kowarach